Nie ma szans na uruchomienie w Bobowej komisariatu. Zabiegał o to burmistrz miasta Wacław Ligęza w związku z dwoma nieudanymi podejściami do zorganizowania w Bobowej straży miejskiej.
Nabór do tej służby wstrzymano ze względu na nikłe zainteresowanie pracą w takim charakterze i brak kwalifikacji tej niewielkiej grupy kandydatów, którzy nadesłali swoje CV. Tymczasem władze Bobowej, która w styczniu ubiegłego roku, po 70-letniej przerwie, odzyskała prawa miejskie liczyły, że strażnicy pomogą w rozwiązywaniu bieżących problemów wspierając rangą munduru urzędników. Mieli dyscyplinować m.in. właścicieli psów biegających bez kontroli po rynku, gospodarzy spuszczających szamba do rowów czy agresywnych sąsiadów toczących z sobą wojny o miedzę.
„Urzędnicy wzywani do takich spraw często muszą uczestniczyć w szarpaninach i przepychankach” – argumentował w rozmowie Wacław Ligęza. – „Gdyby byli z nimi strażnicy, to prawdopodobnie łatwiej byłoby im zapanować nad sytuacją, bo mundur rodzi respekt.”
Ponieważ plany zorganizowania straży miejskiej zakończyły się fiaskiem, burmistrz zrezygnował z tego pomysłu i położył nacisk na wzmocnienie policji. W Bobowej jest posterunek z siedmioosobową obsadą, ale działa tylko przez kilka godzin dziennie. Stąd dążenie do uruchomienia w mieście komisariatu obsługiwanego przez 16 policjantów pełniących całodobowe dyżury. Wacław Ligęza zadeklarował nawet gotowość sfinansowania przez miasto zatrudnienia dwóch funkcjonariuszy. Jak nam wczoraj powiedział młodszy inspektor Michał Gawlik, komendant powiatowy policji w Gorlicach, przynajmniej w tym roku nie ma na to szans.
„Komenda główna obcięła etaty i wprowadziła oszczędności” – tłumaczy Michał Gawlik. – „W komisariacie musi być co najmniej piętnastu funkcjonariuszy, a to duże obciążenie. Mamy pełne zrozumienie potrzeb bobowian, ale na razie nie stać nas na takie rozwiązanie.”
Komendant Gawlik podkreśla, że podobne zabiegi czynił ostatnio także wójt gminy Uście Gorlickie Dymitr Rydzanicz. Tamtejszy posterunek dysponuje dziewięcioma etatami, więc nie ma mowy o organizacji komisariatu, który jest tam bardzo potrzebny.
„To duża gmina leżąca w terenie przygranicznym, w dodatku z uzdrowiskową Wysową i zalewem w Klimkówce” – wylicza Michał Gawlik. – „Całodobowy dyżur policji jest tam tak samo potrzebny, jak w Bobowej, a nie ma żadnych szans na jego uruchomienie. Po prostu kołdra policji jest za krótka, żeby sfinansować takie przedsięwzięcie.”
Źródło informacji: Paweł Szeliga (Dziennik Polski)