Od kilku dni nasze termometry pokazują dodatnie temperatury. Taka aura sprzyja topnieniu śniegu, dzięki czemu obserwujemy przybywających z każdym dniem ubytków asfaltu w jezdniach i chodnikach.
Tegoroczna zima dała się we znaki chyba każdemu z nas. Siarczyste mrozy i intensywne opady śniegu były jednymi z większych na przestrzeni ostatnich lat. Dzień za dniem nieubłaganie zbliżamy się jednak do wiosny. Proporcjonalnie do ubywającego z dróg śniegu przybywa na nich dziur.
W wielu wypadkach woda skutecznie maskuje niebezpieczeństwo, jakie czeka na kierowców i ich pojazdy. Niepozorna kałuża może okazać się głęboką na kilkanaście centymetrów dziurą w jezdni. Najlepszym przykładem takiego stanu rzeczy może być ulica Biecka na wysokości mostku tuż za rondem. Ubytek w jezdni jest tak duży, że widać starą kostkę brukową, swoją drogą jest stan jest lepszy niż asfaltowego chodnika, którym przed laty została pokryta.
Drogowcy nawet oznaczyli to niebezpieczne miejsce pachołkami, cóż z tego skoro po kilku godzinach leżały one porozrzucane po całej drodze, a kierowcy niemający pojęcia o czyhającym na nich niebezpieczeństwie jadą wprost na wydawać by się mogło zwykłą kałuże.
Podobne miejsca można by wskazać na praktycznie każdej ważniejszej drodze w powiecie gorlickim. W e-mailach do naszej redakcji skarżą się mieszkańcy Kobylanki, którzy twierdzą, że przejechanie z Gorlic drogą od strony Zagórzan do ich domów to iście ekstremalne wyzwanie.
Tragicznie wygląda także centrum Gorlic, choćby skrzyżowanie ulic Mickiewicza – Stróżowskiej – Piekarskiej. Gdzie na krótkim odcinku jezdni dziur jest kilkanaście.
Wprawdzie i ulica Biecka i centrum miasta mają wkrótce zostać gruntownej przebudowie, jednak czy do tej pory kierowcy mają jadać przez miasto poruszać się jak saper na polu minowym ? Dla samorządowych budżetów odnowienie dróg może być jednak nie lada kłopotem, bowiem zasobność kas została poważnie nadszarpnięta przez koszty związane z odśnieżaniem.